Czy seks to dobry chwyt marketingowy? Czy może coś sprzedać? Czy seksualność w reklamie ma granice? O byciu sexy i o tym jak obecnie prezentowana jest płeć piękna w przekazach medialnych opowiedziała nam w wywiadzie Joanna Keszka, ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności, autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam, czyli kobiecy przewodnik po seksie”, redaktorka naczelna Barbarella.pl – „Najseksowniejszy portal dla kobiet”, a także pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, która prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl – „Pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i dla par”.

Czy seksualność w reklamie przyciąga faktycznie więcej odbiorców?

Jest takie przekonanie, że seks dobrze się sprzedaje, co jest absolutną nieprawdą. To nie seks dobrze się sprzedaje, ale stereotypy na temat seksu. Trzeba umieć rozróżnić te dwie rzeczy. Zresztą to widać w całym przekazie medialno – reklamowym, że ta pokazywana nam seksualność jest seksualnością odkształconą. Począwszy od promowanego w mediach wyglądu kobiet, który jest odkształcony i opresyjny wobec zwykłych kobiet, poprzez nadużywanie słowa seks i nazywanie “sexy”  wszystkiego co jest “fajne” i co “musisz” mieć.

Samo słowo „sexy” jest  pułapką, bo  z jednej strony kusi obietnicą wolności, niezależności, atrakcyjności, ale kiedy mu się bliżej przyjrzeć to okazuje się, że bycie sexy jest bardzo opresyjne. Jesteś zmuszona zrobić masę rzeczy, żeby taką “sexy”, takim w powszechny tego słowa rozumieniu, się stać. Musisz się odchudzać, musisz mieć włosy takie a nie inne, ciuchy, torebki, masę kosmetyków. I nagle okazuje się, że to słowo ściąga kobiety w dół, gdyż największym problemem kobiet w sferze seksualnej jest to, że one nie akceptują swojego ciała. Masę kobiet ma problem z tym żeby się rozebrać w sypialni z radością i z uśmiechem na twarzy.

A jak Joanna Keszka zdefiniowałaby słowo seks?

Ja go bardzo rzadko używam. Zauważyłaś? (śmiech)

Czyli to jest dla Ciebie takie słowo wytrych, słowo, które nagle weszło w obieg i nikt do końca nie wie co ono oznacza?

Nie, ludzie się nie zastanawiają co ono znaczy. Właśnie dają się skusić taką powierzchowną obietnicą wolności, która stoi za tym słowem a nie przyglądają się co tak naprawdę kryje się za przekazem bycia sexy. Ja używam słowa „sexy”. Jestem sexy, bo czuję się sexy. To jest moja definicja.

Ważne żeby przejąć kontrolę nad tym jak my same siebie postrzegamy. Żeby samemu siebie definiować, a tego brakuje we wszystkich przekazach medialnych. Szczególnie w przekazach gdzie kobiety ciągle sprowadzane są do roli tych, które muszą się podobać. Jeżeli my się mamy ciągle komuś podobać to w tym momencie ktoś inny definiuje co jest dla niego atrakcyjne a my się do tego dostosowujemy.

Czyli swoją atrakcyjność uzależniamy od innych?

Tak. Jeżeli ja mam przyciągać uwagę innych to skupiam się na tym co podoba się innym i niestety do tego się dostosowuję. To jest strasznie opresyjne i przez to masę kobiet traci wiarę w siebie, radość i dumę z tego kim się jest i jak się wygląda.

seksualność w reklamie

Czyli seksualność to stan umysłu? Nie da się tego pokazać?

Nie, no ciała też.

Ale skoro mówisz, że seksualność to nasze nastawienie, podejście, reagowanie w konkretny sposób to trudno nazwać, że coś jest sexy. Bo skoro to z nas wypływa to chyba nie ma ogólnego kanonu tego co jest sexy?

Skoro używamy słowa sexy to ja bym je wytłumaczyła w inny sposób. Ja dokonuje swoich własnych wyborów seksualnych i nikomu nic do tego, a ty dokonujesz swoich i mnie też nic do tego. Stworzyłabym taką przestrzeń, że bycie kobietą świadomą swojej seksualności polega na tym, że seks kojarzy mi się z przyjemnością, że umiem o tą przyjemność poprosić, umiem powiedzieć co mi nie sprawia przyjemności i nie chcę tego oraz jestem świadoma, że moje wybory to moja sprawa i nikt nie powinien oceniać tego co robię w swoim dorosłym życiu.

Gdybyś musiała wymienić jakieś schematy prezentujące kobietę czy seksualność w reklamie to, co Ci się pierwsze rzuca w oczy?

To, że seksualność kobiety jest utożsamiana z jej wyglądem i że taki sposób prezentowania kobiecej seksualności nie wiele ma wspólnego z tym, czego my chcemy, czego oczekujemy w sferze seksualnej, czy my jesteśmy zadowolone z tej sfery, z tego co mamy, ze swoich kochanków i doświadczeń. O tym się w ogóle nie mówi. W kontekście prezentowanej sfery seksualnej kobieta po prostu ma wyglądać. Ma być młoda, albo ma wyglądać na młodą, ma mieć wielki biust, wielkie usta i zawsze ochotę na seks. Ostatnio niestety dochodzi do tego jeszcze labioplastyka, czyli operacje miejsc intymnych. A przecież seks nie jest po to żeby dobrze wyglądać, tylko żeby dobrze się czuć i bawić.

A jakie są Twoim zdaniem granice w pokazywaniu seksualności? Do jakiego momentu jesteśmy w stanie się posunąć?

Jeżeli chodzi o odkształconą seksualność to granice sa bardzo szerokie. Już nawet w telewizji można spotkać randki nago, ludzie się rozbierają, a w reality show jest pokazywana penetracja na żywo. Naprawdę dużo się tego prezentuje. Ale jeśli zaczyna się mówić o seksualności w sposób bardzo informacyjny, konkretny, prozdrowotny i prokobiecy to nagle pojawiają się granice. Niespodziewanie okazuje się, że o czymś nie można rozmawiać. Dochodzi do tego, że nie ma przestrzeni na przekazywanie informacji np. na temat mięśni Kegla, wyglądu miejsc intymnych czy dbania o higienę.

Kiedy promowanie poprzez seks jest skuteczne?

Nic nie wypromuje się poprzez seks. Ja od wielu lat staram się wypromować uczciwą, rzetelną wiedzę na temat kobiecej seksualności i to są lata mojej ciężkiej pracy. Temat absolutnie mnie nie promuje, ale ja postanowiłam, że nie odpuszczę. To się zmienia i będzie się zmieniało. Kilka lat temu było nie do pomyślenia żebym pojawiła się w jakimś programie telewizyjnym z moimi nieustraszonymi poglądami na temat seksu, kobiet i mężczyzn. Teraz już się pojawiam. Myślę, że za kilka lat będą prezentowane już takie typowo prokobiece przekazy, pokazujące seks z kobiecej perspektywy i nikt już się nie będzie tego bał i uważał, że to uderza w mężczyzn czy w dobre obyczaje.

Wyobraźmy sobie taką sytuację – masz możliwość stworzenia reklamy, stworzenia kreacji, która będzie pokazywała kobietę taką, jaką byś chciała, aby była pokazywana w reklamie, pełna seksapilu w twoim odczuciu. Jak taka kobieta byłaby prezentowana?

Przede wszystkim znalazłyby się tam różne kobiety. Od tego bym zaczęła, że nie byłoby tam kobiet typu: wysoka, piękne usta z idealną cer. W mojej seksownej reklamie byłyby różne typy kobiecej urody: wysokie z dużym tyłkiem, szczupłe, okrągłe, chłopczyce, niskie z średnimi cyckami, średnie z małym biustem. Każda kobieta jest atrakcyjna, zresztą nie wygląd decyduje o atrakcyjności seksualnej. Przecież seks to nie wygląd. Bo seks to jest to jak nasze ciało reaguje na dotyk, że odbiera bodźce, że możemy się dzielić fizyczną przyjemnością.

To jest właśnie seksualność. Więc ja bym pokazała, że można mieć naprawdę różne ciała, być w różnym wieku i cieszyć się tą swoją seksualnością. Pokazałabym też, że kobiety w starszym wieku to fajne babki, które też mogą lubić seks. Zwróciłabym także uwagę na młode dziewczyny, które zaczynają eksperymentować ze swoją seksualnością. Chciałabym je dowartościować, żeby zobaczyły, że są mądre i że może jeszcze dopiero zaczynają odkrywać swoją seksualność, ale mogą sobie ufać, a my kobiety, które przeszły już ten etap stoimy po ich stronie.

Jak chcesz to zrobić?

Niestety obecnie panuje przyzwolenie na to żeby mówić o seksualności nastolatek z pogardą i lekceważeniem, sugerowaniem, że to jest głupota, a one sobie nie poradzą. Jeśli seksualne uczucia i doświadczenia dziewczyn i młodych kobiet pokazuje się zawsze w złym świetle, wtedy dziewczyny nie będą umiały wyrazić tych uczuć bez zakłopotania czy poczucia wstydu. Warto pokazać im, że to jest okres do eksperymentowania i my w nie wierzymy, a także w to, że mogą być jednocześnie nieustraszone i odpowiedzialne. Nie uchronimy ich przed wszystkimi błędami, ale damy im możliwość rozwijania swoje seksualności w taki sposób, żeby je budowały i wzmacniały.

seksualność w reklamie

To co, seks rządzi światem?

Ja jestem optymistką. Nie lubię narzekać, ale trzeba być świadomym pewnych mechanizmów. Żyjemy w patriarchalnym świecie, taka jest nasza kultura. Władza i decyzyjność należą do mężczyzn. To się zmienia powoli, ale ciągle tak jest. To co jest dobre dla faceta ma być dobre dla wszystkich. A jeżeli kobieta chce czegoś więcej dla siebie to larum, że o mój Boże, biedni faceci, jak te kobiety dostaną więcej to mężczyźni zostaną ograbieni. To jest bzdurą totalną, bo mężczyźni nie tracą przez to, że kobiety zyskują ani w sferze seksualnej ani w żadnej innej. Ale trudno się dzielić władzą. Oni nie są tacy chętni by się nią dzielić.

Więc na pewno nie jest tak, że seks rządzi światem, bo rządzą nim faceci. I to jest pierwsza rzecz, a druga to to, że ja nigdy nie mówię, iż seks jest najważniejszy. Ja mówię tylko, że seks też jest ważny. Kobiety dają sobie wmówić, że są rzeczy ważniejsze jak rodzina, mąż, dzieci, praca. Seks spychany jest do listy obowiązków, a wiadomo, że jak coś jest obowiązkiem, to nie kojarzy nam się dobrze. Ja zachęcam kobiety do tego, aby zobaczyć, że my jesteśmy istotami seksualnymi, że są takie okresy w naszym życiu, kiedy mamy mniejszą lub większą ochotę na seks, ale zawsze jest istotną częścią naszego życia i warto przyglądać się temu.

A co z relacjami?

Bo seks to takie fajne narzędzie do tego by uczyć się jak być dobrą dla siebie i uczyć tego samego innych. Kochanek czy kochanka, z którą idziemy do łóżka to zazwyczaj osoba, na relacji z którą nam bardzo zależy. Jeśli my ją wyedukujemy, że zasługujemy na rzeczy dobre to będzie nam się wspolnie żyło łatwiej i będzie to promieniowało na nasz związek, na nasze relacje z innymi i masę innych rzeczy.

W życiu zawodowym, w związkach już często mówimy o równouprawnieniu, o partnerstwie. To się powoli zmienia, ale zmiany są widoczne.  Pojawiły się już na przykład urlopy tacierzyńskie, kobiety zauważają, że nieuczciwe jest przyznawanie większej pensji facetom. Ale o równych prawach w sferze seksualnej mówi się stosunkowo najmniej. Myślę, że ta sfera dopełni wyzwolenie kobiet. Kobiety zaczną zauważać, że nasze ciała należą do nas, mają nam samym sprawiać przyjemność. To jest dość długi proces i on nie jest wcale taki łatwy, ale niezwykle przyjemny. Ale to trwa przez całe życie, tego nie dokonuje się od tak.

Jak powinien być prezentowany mężczyzna w reklamach do kobiet żeby to na nie działało?

Po pierwsze, jeśli chodzi o sferę seksualną trzeba posadzić kobietę w roli widza. W tej chwili to mężczyzna jest w roli widza: dla niego prężą się i wyginają w seksownych pozach młode aktorki i modelki w reklamach i w mediach. Na początek fajnie by było nam też dać facetów do oglądania. Ja to robię na moim portalu www.Barbarella.pl. Nie wiem czy zauważyłaś, że wrzucam co jakiś czas jakieś ciacha i robię to z premedytacją. Chcę żeby kobiety poczuły, że one mogą być aktywne, a mężczyzna też może być tym, którego się ocenia i wybiera. To wszystko po to aby wyjść z tego sztywnego schematu, że kobieta to wyłącznie ta, którą się ogląda i ocenia. Żeby było równo i tak samo.

Seksualna demokracja?

Ja jestem za demokracją w łóżku. Dlatego pierwszą rzeczą, którą chciałabym zmienić to to żeby było więcej fajnych, zadbanych, napakowanych facetów. Jest ich mało. Co tam jeden hydraulik i jeszcze na dodatek we Francji. A jeśli już jest facet i się go rozbierze to on jest taki straszny macho. A ja bym chciała żeby to był fajny, zadbany facet, który stara się podobać kobietom. Nie ma takiego w reklamach i mediach, który by chodził i dowiadywał się co zrobić żeby zadowolić kobietę. To by było fantastyczne. Żeby w tym przekazie znalazł się facet szczerze zainteresowany tym, aby sprawić przyjemność kobiecie, a po drugiej stronie telewizora stała kobieta, która nie musi bać się dzielić swoimi prawdziwymi pragnieniami i mówić głośno na co ma ochotę.

A Waszym zdaniem seksualność w reklamie to coś co możemy zaakceptować czy są może sposoby na jej zmianę?